Za, a nawet przeciw.

Taka oczywista puenta nasuwa się po zapowiedziach prezydenta Wałbrzycha Romana Szełemeja, że osobiście rozbroi największą bombę ekologiczną zwaną Mo-Bruk. Po ostatnim gigantycznym pożarze, który odczuli bez wyjątku wszyscy wałbrzyszanie wydawało się, że słowa dotrzyma, bo przelała się wreszcie czara goryczy i wyglądało na to, że władze Wałbrzycha są zdeterminowane, aby ostatecznie i bezpowrotnie przepędzić z naszego miasta największego truciciela. Ostre w formie i treści pisma prezydenta do Dolnośląskiego Inspektora Ochrony Środowiska oraz do Państwowej Straży Pożarnej i w końcu zawiadomienie do Prokuratury o popełnieniu przestępstwa zagrożenia zdrowia i życia mieszkańców oraz skażenia środowiska dawały nadzieję, że tym razem żarty się skończyły i wszyscy w urzędzie z należytą powagą podejdą do śmiertelnego problemu i zrobią wszystko, co w ich mocy, aby wreszcie wałbrzyszanie mogli spać i oddychać bez strachu. Kiedy dymy i emocje opadły, a pamięć zatarła ponury obraz miasta, miał nastać czas działania. Jednak zamiast tego pojawiły się tylko uliczne protesty i nieudane próby zawiązywania grup nacisku. I mimo, że Stowarzyszenie Nowoczesny Wałbrzych, które w walce z Mo-Brukiem ma ogromne doświadczenie udzielało i udziela daleko idącej pomocy merytorycznej i osobowej, to największą nadzieję końca gehenny dawały wypowiedzi Prezydenta, któremu w sukurs pójść miały jednostki samorządowe jemu podległe. A przypomnijmy, że są nimi: Straż Miejska, ZDKiUM, Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego, Biuro Ochrony Środowiska UM, Biuro Transportu i Ruchu Drogowego UM oraz Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego UM i Biuro Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego UM. Co ważne, Prezydent w przypadku zagrożenia zawsze może zwrócić się o wsparcie do innych służb krajowych np. Policji, Straży Pożarnej, Inspekcji Transportu Drogowego, Urzędu Celnego, Inspekcji Ochrony Środowiska czy Inspekcji Sanitarnej. Przy takiej armii funkcjonariuszy wydaje się, że żaden truciciel nawet najbogatszy nie będzie miał szans. A jednak. Mimo kolejnych pożarów i coraz stanowczych zapowiedziach władz o rychłym końcu żywota składowiska widzimy, że Mo-Bruk nadal ma się całkiem dobrze. To tak jak w tym przysłowiu – Psy szczekają, a karawana jedzie dalej. Jak to możliwe, że wszystkie miejskie służby okazały się bezradne? Kto zatem zawiódł człowiek, czy może ułomne przepisy? Wedle naszej wiedzy zawiódł człowiek i to nie jeden, a wielu podległych bezpośrednio Prezydentowi Wałbrzycha. Dowody? Oto one.

To władze miasta, a nie Stowarzyszenie Nowoczesny Wałbrzych powinny były doprowadzić do stwierdzenia nieważności decyzji zezwalającej na działalność składowiska z azbestem.Unieważnianie decyzji oznacza, że obiekt budowlany do składowania odpadów od 20 grudnia 2002 r. działa nielegalnie. Sądziliśmy naiwnie, że decyzją SKO ułatwiliśmy Inspektor Nadzoru Budowlanego, p. Marioli Kraus wkroczenie na teren firmy ze swoimi uprawnieniami. Ale z jakiś powodów Pani Inspektor nie skorzystała ze swojej władzy. Zamiast tego przez niemal dwa lata koresponduje z nami o wszystkim, oprócz funkcjonowania nielegalnego składowiska. Wiemy, że po kontroli PINB dla m. Wałbrzycha decyzja musiałaby być tylko jedna – nakaz rozbiórki obiektu i przywrócenie terenu do stanu sprzed 20 grudnia 2002 r. Wobec obstrukcji p. Inspektor, nasze Stowarzyszenie w październiku 2014 r. złożyło zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej w Wałbrzychu o możliwości popełnienia przez funkcjonariusza publicznego przestępstwa zaniechania, wobec zagrożenia zdrowia i życia ludzi.Kolejną jednostką podległą Prezydentowi, która mogła bez trudu rozprawić się z Mo-Bukiem jest Biuro Ochrony Środowiska UM. Biurem kieruje – p. Wiesław Sójka, który ma między innymi uprawnienia do wstępu na teren składowiska i kontroli ewentualnego zagrożenia, a w przypadku ich potwierdzenia, ma obowiązek zawiadomić policję lub prokuraturę. Zamiast kontroli kierownik Sójka bezradnie rozkłada ręce przed dziennikarzem TVN pytającym go, jak to możliwe, że składowisko ciągle działa i zagraża mieszkańcom? Paradoks? Bynajmniej. Postawić skuteczną tamę wwożonych trucizn mógł również Krzysztof Szewczyk Dyrektor ZDKiUM, który mógł polecić swoim służbom postawić znak drogowy ograniczający wjazd na ul. Małopolską pojazdów cięższych niż 5 ton. A mógł to zrobić, bo ulica w połowie nie posiada skrajni, ani chodnika dla pieszych, a jezdnia ma w najwęższym miejscu raptem 4.4 m. Taki też wniosek wystosowało stowarzyszenie powołując stosowne Rozporządzenie Ministra Infrastruktury. Odpowiedź Dyrektora ZDKiUM Krzysztofa Szewczyka wprawiła nas w osłupienie. Dyrektor odmawia wyjaśniając, że postawienie znaku B-5 wymaga spełnienia takich przesłanek jak: duże natężenie ruchu, trudne warunki drogowe między innymi mała szerokość jezdni, małe promienie łuków, a ulica Małopolska zdaniem funkcjonariusza Urzędu Miasta nie spełnia żadnej z określonych przesłanek. W końcu dyrektor stwierdza, że ul. Małopolska jest drogą publiczną gminną jednojezdniową, dwukierunkową o klasie „L” – lokalną, o szerokości 6 metrów. (?).  Z naszych dowodów wynika jednak coś zupełnie innego. Uznaliśmy, zatem, że stanowisko dyrektora stoi w sprzeczności z faktami (Art. 270. k.k. § 1. Funkcjonariusz publiczny uprawniony do wystawienia dokumentu, który poświadcza w nim nieprawdę, co do okoliczności mającej znaczenie prawne podlega karze pozbawienia wolności) i powołując się na Rozporządzenie Ministra Transportu i Gospodarki Morskiej w sprawie warunków technicznych, jakimi powinny odpowiadać drogi publiczne, zażądaliśmy natychmiastowego postawienia znaku B-5. Do pisma dołączyliśmy obfitą dokumentację fotograficzną obrazującą stan faktyczny. Dziesięć dni później otrzymujemy pismo ze ZDKiUM informujące, że wniosek nasz został przekazany do Biura Transportu i Ruchu Drogowego UM. Skojarzenia do „spychoterapi” właściwe. Potem nadeszła informacja z UM, że sprawę znaku na ul. Małopolskiej będzie rozpatrywała Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego przy Prezydencie Miasta Wałbrzycha. Zadzwoniłem więc do biura transportu i ruchu drogowego w UM z pytaniem o decyzję w tej sprawie. Najpierw mój rozmówca unikał odpowiedzi, a gdy stanowczo nalegałem okazało się, że rada negatywnie zaopiniowała nasz wniosek. Zapytałem, zatem czy Pan Prezydent wie o tej decyzji – Tak, Prezydent zna stanowisko rady – usłyszałem w słuchawce. A więc znowu zadziałała stalinowska zasada, że im mocniejsze dowody, tym gorzej dla dowodów. Kolejnym funkcjonariuszem, który mógł odwrócić bieg wydarzeń był Kazimierz Nowak Komendant Straży Miejskiej, który prawie miesiąc po pożarze (!) wysłał na patrole ulicy Małopolskiej aż trzech funkcjonariuszy wyposażając ich w sprzęt łączności i samochód służbowy. Kosztownym owocem tej pracy (ok. 10 tys. zł) było ustalenie, że w okresie prowadzonej obserwacji doliczono się aż 375 ciężkich pojazdów z nieustalonymi znakami rejestracyjnymi. Z pisma Komendanta dowiadujemy się na przykład, że strażnicy nie prowadzili statystyk pod kontem tonażu pojazdów oraz z jakich państw i miast Polski pochodziły wjeżdżające pojazdy. A ciekawe dlaczego? Dalej czytamy, że na ul. Małopolskiej nie ma znaków drogowych, więc brak było podstaw do kontroli kierowców oraz ładunków. A takich znaków nie ma, bo p. Dyrektor ZDKiUM Krzysztof Szewczyk nie widział i nadal nie widzi podstaw do ich stawiania. I koło się zamyka. Sprytne? Sprytne. Że przypomina to grę pozorów, i co z tego.

Warto jeszcze przypomnieć, że po pożarze składowiska z maja 2011 r., pełniący wówczas obowiązki Prezydenta Wałbrzycha Roman Szełemej obiecał natychmiast wyprowadzić Mo-Bruk z Wałbrzycha. Wówczas nawet huknął pięścią w stół, a huk do dziś kołacze się po mieście od 13 lat wytruwanym azbestem i groźnymi pierwiastkami z tablicy Mendelejewa. Po pożarze z lipca 2015 r. interwencyjne pisma i żądania natychmiastowej likwidacji zagrożenia otrzymali od Prezydenta m. Wałbrzycha funkcjonariusze ze szczebla wojewódzkiego i centralnego. A może sprawą znaku B-5 na ulicy Małopolskiej powinna się teraz zająć Rada Bezpieczeństwa Narodowego przy Prezydencie RP? Czytelnikowi pozostawiam wybór określenia postawy gminnych funkcjonariuszy publicznych, którzy zamiast służyć mieszkańcom grają ich bezpieczeństwem i zdrowiem. Jednak najważniejsze dla wałbrzyszan jest to, że Prezydent Wałbrzycha w sprawie likwidacji składowiska Mo-Bruk zawsze był za, a nawet przeciw.

Zbigniew Michurski

Widok osiedla przy ruchliwej i wąskiej ul. Małopolskiej Wałbrzychu

Widok osiedla przy ruchliwej i wąskiej ul. Małopolskiej Wałbrzychu

Widok osiedla przy ruchliwej i wąskiej ul. Małopolskiej Wałbrzychu

Widok dwukierunkowej ul. Małopolskiej Wałbrzych z ciasnym zakrętem.

Pomiar szerokości ul. Małopolskiej Wałbrzychu w najwęższym miejscu.

Pomiar szerokości ul. Małopolskiej Wałbrzychu w najwęższym miejscu.

Widok dwukierunkowej ul. Małopolskiej na której brak jest skrajni, poboczy oraz chodnika

Widok dwukierunkowej ul. Małopolskiej na której brak jest skrajni, poboczy oraz chodnika

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *