Chytry traci dwa razy

To polskie przysłowie jak ulał pasuje do polityki gminy w sprawie nieruchomości lokali gminnych. Gmina Wałbrzych każdego miesiąca ogłasza przetarg ustny nieograniczony na sprzedaż lokali mieszkalnych i użytkowych. Niemal wszystkie wymagają generalnego remontu a niektóre nawet przebudowy. Kiedy dotyczy to całego budynku to zwykle urzędnicy podejmują decyzję o jego wyburzeniu. Lokalu w budynku nie da się jednak wyburzyć. No to go sprzedajmy. I tu pełna zgoda. Jednak nie ma już zgody na niedorzeczne wielokrotne zawyżanie cen tych ruin. Biegli rzeczoznawcy, którym gmina zleca wycenę zerwali się chyba z choinki albo pomylili Wałbrzych z Wrocławiem lub Krakowem gdzie metr kwadratowy zdewastowanego lokalu kosztuje na rynku wtórnym kilka razy więcej. Dość powiedzieć, że w Wałbrzychu na rynku wtórnym cena metra kwadratowego mieszkania po gruntownym remoncie wach się w zależności od dzielnicy od 1,5 do 2,5 tysiąca zł. W ogłoszeniach można znaleźć oferty mieszkań do remontu ale bez potrzeby wymiany instalacji, podług i tynków już po 500 – 600 zł za metr kwadratowy. Wróćmy jednak do oferty gminy i zderzmy ją z wałbrzyskim rynkiem nieruchomości. Jak już wcześniej wspomniałem gmina sprzedaje tylko lokale zniszczone i zdewastowane, które wycenia średnia na 1500 zł. za metr kwadratowy. Wychodzi zatem, że to 200% drożej niż podobne mieszkania na rynku, tylko, ze te drugie są w znacznie lepszym stanie technicznym. Absurdalnie wysoka, jak na wałbrzyskie realia cena, okazuje się kluczowa w niemożności zbycia gminnego majątku, bowiem obligują ją przepisy ustawy o gospodarce nieruchomościami. Ostatecznie taki lokal gmina sprzedać może za 40% ceny wywoławczej czyli za ok. 900 zł/m2. Przypomnę, że mieszkania w lepszym stanie do remontu w Wałbrzychu można już kupić za 500 – 600 zł/m2 . Na co zatem liczy gmina wystawiając tak drogie, i tak zniszczone lokale? Nie wiem. Może wiedzieć będą ci, którzy je wyceniają. Póki co ludzie w urzędzie mają pracę. Każdego bowiem miesiąca przez wiele dni trwają przetargi z których nic nie wynika poza tym, że  kilkuosobowe komisje mają pracę. Na brak zainteresowania gminną ofertą ma również wpływ fakt, że niemal wszystkie lokale wystawione na sprzedaż są zagracone. Przy ich oglądaniu możemy się natknąć na śmierdzące materace, połamane meble, zwisające kable i rury oraz gruz budowlany. Chodzenie po spróchniałej podłodze pewno kiedyś skończy się dla kupującego wizytą u lekarza. W takich przypadkach trzeba głośno zawołać, a gdzie jest zarządca, któremu gmina płaci za te czynności? Ale zarządca kalkuluje sobie, że jeśli, nie daj boże, jakiś desperat kupi lokal, to gmina zmniejszy mu wynagrodzenie. A tak stan posiadania się nie zmieni i wszyscy są zadowoleni no poza tymi, którzy, którzy nadal szukać będą coś dla siebie oraz głównej księgowej w ratuszu. Bo chytry traci dwa razy? Nie!! W tym przypadku traci aż cztery razy. Raz, kiedy nie uzyskał pieniędzy z sprzedaży lokalu. Drugi, kiedy musi utrzymywać ów lokal. Trzeci, kiedy musi (nie mało) płacić wspólnocie. Czwarty, kiedy nie dostaje pieniędzy pochodzących z podatków od nowego właściciela lokalu.

Autor: Zbigniew Michurski

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *